|
Drapieżne ssaki pól
Często w swoich wędrówkach po polach spotykałem ślady bytności zwierząt drapieżnych. W tych śladach można czytać jak w otwartej księdze i dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o życiu i zwyczajach zwierząt, które są skrywane przed naszymi oczami. Potrzeba jednak cierpliwości, która odpłaci się nam odkrywaniem coraz to nowych stronic Wielkiej Księgi Przyrody. Walka o byt, o istnienie gatunku, polowania. Wydawać by się mogło, że możemy być świadkami tych wydarzeń tylko biernie poprzez oglądanie filmów przyrodniczych. Tak nie jest... Prawdziwą przyrodę mamy tuż obok siebie. Wystarczy wyjechać za miasto i wyjść w pola, a przyroda i przygoda sama nam wyjdzie na spotkanie.
Pola zamieszkują takie ssaki drapieżne jak lisy, łasice, kuny domowe i w innych rejonach Polski tchórze. Najczęściej można spotkać ślady i tropy lisa, choć samego lisa jest nieco trudniej obserwować. Lisy preferują mozaiki pól i zadrzewień śródpolnych, z miedzami porośnietymi wierzbą i trzcinami. Nory budują w małych pagórkach, stokach głębszych rowów, zakrzaczeniach. Nora ma kilka otworów aby w razie niebezpieczeństwa można było bezpiecznie się wycofać. Zagrożeniem dla nor lisów jest wypalanie rowów i wszelakiego rodzaju zakrzaczeń. Jednak lisy wracają do swoich domostw. Znam takie miejsce gdzie lisy wyprowadzają młode od wielu lat. Kiedyś ludzie zasypali kamieniami te nory. Próbowałem je odgruzować jednak nie udało mi się tego uczynić gdyż były za głębokie. Po kilku tygodniach postanowiłem odwiedzić “moje” nory. Cóż zastałem? Otóż nory były odkopane, kamienie odrzucone na dno rowu, a tropy u wejścia do nor świadczyły, że lisia rodzina została na swoim. Jak one to uczyniły? Wczesnym latem wokół nor unosi się mdły zapach, a przed otworem można natknąć się na pozostałości kości, piór. To młode liski zaczynają baraszkować przed norami pod nieobecność rodziców. Mając kilka miesięcy młode lisy wychodzą już na łowy z rodzicami. Miałem zabawną przygodę z młodym lisem. Wracałem do domu idąc przez łan dojrzewającego żyta gdy nagle z rowu biegnącego naprzeciw mnie dobiegł mych uszu skowyt “auuauuu”. Zatrzymałem się i kucnąłem w zbożu tak, że rów miałem tuż przed oczyma i dokładnie wszystko widziałem. Znów żałosne “auauuuu” i jakieś rude ciało mignęło w trawach. Memu wzrokowi ukazał się pocieszny lisi szczeniak. Stał na krótkich łapkach usilnie wietrząc, nieudacznie naśladując dorosłych. Postał chwilkę gdy nagle jego wzrok spoczął na mej skromnej osobie. Zrobiłem na nim takie wrażenie, że aż usiadł. Popatrzył sobie na mnie swoimi “pałającymi bystrością” ślepiami i pożegnawszy mnie swoim “auuauau” spokojnie oddalił się do rowu. Pewnie myślał, że to któryś z rodziców się zbliża i wyszedł im na spotkanie. Jednak zawiódł się ogromnie gdyż spotkał tylko dziwnego, dwunożnego stwora. Młode lisy gdy się usamodzielnią ruszają szukać swoich przyszłych rewirów łowieckich. Na przełomie stycznia i lutego przychodzi taki czas w życiu lisa kiedy nie stara się polować dla zaspokojenia głodu lecz poluje dla zapełnienia “pustki w sercu”. W tym okresie występuje cieczka u samic. Samce usilnie starają się o przychylność liszek. Starają się tak usilnie i namiętnie, że poszczekują sobie przy tym. Słysząc owe szczekanie ma się wrażenie, że to jakieś zwierze wpadło w sidła lub w szpony drapieżcy. Ja też odniosłem takie wrażenie gdy pewnego mroźnego poranka usłyszałem nagle ni to wycie, ni płacz rozdzierający błogą ciszę. Powiem szczerze, że w pierwszym odruchu wystraszyłem się. Lecz ciekawość ludzka nie zna granic. Czołgając się po śniegu dobrnąłem do miedzy. Podniosłem lornetkę do oczu i w przez szkła zobaczyłem dwa lisy uganiające się wokół trzeciego lisa, który siedział sobie spokojnie. Tym trzecim lisem zapewne była samiczka, a dwa pozostałe to kawalerowie lisego rodu, którzy szczekaniem chcieli przypodobać się wybrance swego serca. Co chwilę któryś z nich odbiegał by zaraz powrócić. Nie wiem kogo wybrała ruda piękność gdyż wkrótce znudzona popisami samców oddaliła się, a za nią dwaj niedoszli mężowie. Tak w ogóle to zima jest jedyną porą roku w której można spotkać lisa za dnia jak “myszkuje” za pokarmem. Można też przy dużych śniegach zaobserwować jak lisy polują na gryzonie przemieszczające się pod śniegiem. Robią to w sposób arcyzabawny w czym przypominają zabawy kota z kłębkiem wełny. Również latem po żniwach można natknąć się na lisa na ścierniskach, gdy przeszukuje pola w poszukiwaniu zdobyczy. Byłem świadkiem gdy błotniak odgonił lisa od ofiary, którą lis sobie zdobył. Lisek usiadł w pewnej odległości od ucztującego błotniaka i smakował wyobraźnią tak stracony posiłek. Był to pewnie młody lis gdyż starsze polują nawet na sporych przecież rozmiarów myszołowy. Tropy i ślady lisa są bardzo charakterystyczne i bardzo je łatwo znaleźć. Odchody są barwy od białawej w jesieni i zimą do ciemnej latem. Można w nich znaleźć resztki kości, piór, sierść, latem pestki owoców, pokrywy chrząszczy. Miejsce upolowania ptaka przez lisa też jest charakterystyczne (chociaż czasami bardzo podobne do miejsca polowania ptaków drapieżnych). Są to porozrzucane na pewnej powierzchni pióra, których dutki są ułamane. Wynika to z faktu, iż lisy tylko z grubsza obierają swą ofiarę z piór i zjadają ją z drobniejszymi kośćmi. Mam już kilka piór myszołowów i kani oraz ich czaszki uzbieranych właśnie dzięki apetytowi lisa. Obok lisa na polach występują też inne ssaki drapieżne. Najpospolitszą jest mała i zwinna łasica. Jest wielkości szczura i widząc jej ruchy ma się wrażenie, że jest żywym wulkanem, który lada moment wybuchnie. Wiecznie wietrzy i jest wiecznie w ruchu i dlatego bardzo trudno ją obserwować w naturze. Kilka razy ją widziałem lecz nawet nie zdążyłem bliżej jej się przypatrzyć gdy już znikła z pola widzenia. Lubuje się w jajach ptasich, gryzoniach, płazach i owadach. Innym przedstawicielem łasicowatych na terenach rolniczych jest kuna domowa zwana kamionką. Tę jeszcze trudniej spotkać gdyż żeruje nocą. Osobiście jeden raz tylko natknąłem się na kamionkę i to w dzień. Jest często mylona z kuną leśna od której odróżnia ją miejsce bytowania i kształt jasnej plamy na szyi. U kamionki jest on większy i dłuższy niż u tumaka (kuny leśnej). Ostatnimi czasy obok naturalnych drapieżników występują na polach watahy zdziczałych psów. Psy wałęsają się po kilka, kilkanaście sztuk i biada sarnom, zającom i innym zwierzętom jeśli staną im na drodze. Jeszcze gorzej gdy na ich drodze stanie człowiek. Są bezwzględne co kończy się tragicznie i o czym się przekonujemy słuchając radia i telewizji. Sam już wolałem się kiedyś oddalić gdy zauważyłem w krzakach sforę psów z dala od wsi.
Zwierzęta drapieżne pełnią bardzo istotną rolę ekologiczną w agrocenozie i wogóle w biocenozie o czym chyba nie trzeba przekonywać. Należy burzyć stereotypy tak bardzo zagnieżdżone w umysłach niektórych ludzi dla których lis, kuna czy łasica to tylko złodzieje jajek i gdaczących pociech gospodarzy i których to złodziei należy niszczyć “ogniem i mieczem”. Pamiętajmy o tym, że to właśnie dzięki drapieżnikom nie mamy plagi gryzoni na polach. Przeprowadzają one “zabiegi ochrony roślin” niejednokrotnie skuteczniej niż człowiek i należy im się za to co najmniej szczypta wdzięczności.
Wojciech Pusz
|