Dzisiaj jest:
O NAS
  • Strona Główna
  • Siewcy
  • Historia
  • Skład
  • Koalicja
  • Wyprawy
  • Wyjazdy
  • Galerie
  • Kontakt
  • e-Mail
  •  

    INNE
  • Aktualności
  • Konferencje
  • Badania nauk.
  • Edukacja ekol.
  • Sklepy ekol.
  • Gazeta Online
  • Literatura
  • Linki
  • Księga Gości
  •  

    HISTORIA I PRAWO
  • Stan obecny
  • Rys historyczny
  • Programy
  • Rozporządzenia
  •  
    Konferencja Naukowa Szczecin 5-6.XII.2001


    W dniach 6-7 grudnia 2001 roku “Siewcy” gościli w murach Uniwersytetu Szczecińskiego na Naukowej Konferencji Studenckiej, której tematem były “Problemy społeczno-gospodarcze regionów przygranicznych ze szczególnym uwzględnieniem Euroregionu Pomerania”. Owa konferencja została zorganizowana już po raz czwarty przez Koło Naukowe Łączności Uniwersytetu Szczecińskiego.

    Szczecin przywitał nas mgłą i niezbyt przyjemną pogodą ale nie zraziliśmy się tym zbytnio gdyż wiadomo, iż Bałtyk niedaleko. Staraliśmy się zatem wyczuć bryzę morską. Dojechaliśmy do Szczecina już o zmierzchu dlatego nie dane nam było bliższe poznanie miasta. “Siewców” reprezentowali Kinga Kuziela z referatem: “Gospodarstwa ekologiczne w regionach graniczących z Niemcami w Szwajcarii i Polsce – podobieństwa i różnice” i Wojciech Pusz z tematem: “Stowarzyszenia: Pro-Bio (Czechy) i Ekoland (Polska) i ich rola w kształtowaniu współpracy w zakresie rolnictwa ekologicznego w regionach przygranicznych.”

    Mikołajki zastały nas w nowym gmachu Uniwersytetu Szczecińskiego. Troszke stremowani zasiedliśmy w ławach i czekając na nasze wystąpienia przysłuchiwaliśmy się z ciekawością uczestnikom konferencji. Tematyka przedstawianych referatów dotykała bezpośrednio problemów i zagadnień związanych z funkcjonowaniem euroregionów, działań związanych z gospodarką terenów przygranicznych oraz bolączkami ludzi zamieszkujących te rejony. Szczególnie zainteresowały nas tematy przygotowane przez kolegów z Uniwersytetu w Białymstoku, które przybliżyły nam mieszkającym “na zachodzie” problemy wynikające z sąsiedztwa takich krajów jak Białoruś czy Litwa. Ogólnie rzecz biorąc na konferencji były omawiane wszystkie pogranicze w Polsce, a więc wschód (Uniwersytet w Białymstoku), południowy-wschód (Akademia Ekonomiczna w Krakowie), północny-zachód (Uniwersytet Szczeciński), no i w końcu południowy-zachód – “Siewcy” Akademia Rolnicza we Wrocławiu. Gdy przyszła na nas kolej trema nagle zniknęła. Pierwsza referowała Kinga Kuziela. Jej referat ożywił publiczność i wprowadził swobodniejszą atmosferę wśród uczestników. Przy pokazywaniu przez Kingę pamiątek przywiezionych ze Szwajcarii takich jak pasterskie dzwonki, krowie rogi i zdjęcia, uczestnicy wykazali wyraźne zainteresowanie co nas mile zaskoczyło. Następnie mówił Wojciech Pusz o czesko-polskim pograniczu. Nasze referaty (a szczególnie referat Kingi) bardzo się wszystkim spodobały co niejednokrotnie nam podkreślano i gratulowano “barwności” przedstawienia owych tematów. Konferencja trwała dwa dni i drugiego dnia trzeba było pożegnać przyjaźnie nastawionych i sympatycznych “łącznościowców” i ruszyć w dalszą drogę. Naszym celem był Bałtyk...

    Po dwóch godzinach jazdy nieogrzewanym i z niedomkniętymi oknami pociągiem dobrneliśmy do Międzyzdrojów. W odróżnieniu od wcześniejszej pogody tutaj było wprost jak na zamówienie. Błękitne niebo, słońce, lekki mróz. Najpierw odwiedziliśmy Woliński Park Narodowy, a konkretnie Rezerwat Żubrów. O tej porze roku wybrzeże jest raczej tylko dla koneserów przyrody, dlatego też na szlaku spotkaliśmy jedynie trzy osoby gdzie naprzykład w lipcu byłoby to nie do pomyślenia. Nam to było na rękę bo droga przez las minęła nam w błogiej ciszy, przerywanej jedynie szczebiotem sikorek i stukaniem dzięciołów. Doszliśmy do bramy rezerwatu i za symboliczną opłatą mogliśmy spotkać się w oko w oko z królem naszych puszcz – żubrem. Żadne z nas obojga nigdy nie widziało żubra. Ani w zoo ani tym bardziej na wolności. Wrażenie było piorunujące. Nie spodziewaliśmy się, że są aż takich rozmiarów. Gdy po jakimś czasie do ogrodzenia podeszła żubrzyca z bykiem to nawet objektyw aparatu (zenitowski helios 52 mm) nie zdołał objąć samego tylko łba byka. Coś pięknego... Taki majestat bił od tych zwierząt, że przydomek “królewskie” jak najbardziej do nich pasuje. Na obserwacji żubrów spędziliśmy blisko półtorej godziny i moglibyśmy tam spędzić drugie tyle gdyby nie umykający czas i kończąca się właśnie druga klisza w aparacie...

    Po spacerze na rozsłonecznionej, acz mroźnej plaży i nałykaniu się zbawiennego jodu skierowaliśmy swe kroki na dworzec i wkrótce witaliśmy nasz stary Wrocław.

    Copyright by SREiA "Siewca" AR Wr.