Dzisiaj jest:
O NAS
  • Strona Główna
  • Siewcy
  • Historia
  • Skład
  • Koalicja
  • Wyprawy
  • Wyjazdy
  • Galerie
  • Kontakt
  • e-Mail
  •  

    INNE
  • Aktualności
  • Konferencje
  • Badania nauk.
  • Edukacja ekol.
  • Sklepy ekol.
  • Gazeta Online
  • Literatura
  • Linki
  • Księga Gości
  •  

    HISTORIA I PRAWO
  • Stan obecny
  • Rys historyczny
  • Programy
  • Rozporządzenia
  •  
    “Siewcy” na Grűne Woche


    Styczniowy świt przywitał Siewców w małej, zasypanej śniegiem stacji kolejowej gdzieś przy granicy polsko-niemieckiej. Czekaliśmy na pociąg do Cottbus (Chociebuż) aby stamtąd z kolei dostać się do Berlina na Grűne Woche (Zielony Tydzień). Cykl imprez targowych w roku, poświęconych rolnictwu otwierają właśnie berlińskie targi, które i nas gościły. Ale zanim przekroczyliśmy progi Messe (centrum targowe) zwiedziliśmy w błyskawicznym tempie Berlin.

    Gdy z okien pociągu dostrzegliśmy żyrafy i wielbłądy znak to był wyraźny, iż zbliżaliśmy się do dworca Berlin-Zoo. Tamteż wysiedliśmy by po krótkiej przejażdzce piętrowym autobusem dojechać w okolice Reichstagu i Bramy Brenderburskiej. Musieliśmy nieco kluczyć po ulicach stolicy Niemiec gdyż Berlin w chwili obecnej to wielki plac budowy. Niektóre ulice całkiem są zamknięte, a inne są w przebudowie. Ci, którzy byli w Berlinie wiedzą, że jest to nowoczesne miasto w którym w niczym nieskrępowanej symbiozie stoją obok siebie stare, wiekowe kamienice i nowoczesne biurowce. Wszystko jest na swoim miejscu. Dla Siewców, którzy byli tutaj po raz pierwszy Berlin zrobił spore wrażenie. Wrażenie to spotęgował jeszcze monumentalny gmach Reichstagu ze szklaną kopułą na szczycie. Do owej kopuły można było wejść i podziwać panoramę stolicy. Dużo nie było widać gdyż mocno sypał śnieg. Warto było jednak pospacerować po antresolach kopuły i spoglądać na umieszczoną w podłodze szybę, a pod nią na salę Bundestagu. Brama Branderburska jest nadal “ubrana” i remont odbywa się “niejawnie”. Po tak szybkim zapoznaniu się z centralnymi budynkami Berlina wsiedliśmy do Schnellzug-u (szybki pociąg miejski) i po kilkunastu minutach dotarliśmy do celu, czyli na Grűne Woche 2002.

    Większość z nas zna Polagrę i kilka mniejszych krajowych wystaw rolniczych. Nikt z nas (oprócz dr-a Śniadego) nie był jeszcze na tego typu targach w Paryżu, Hannowerze czy Norymberdze. I to było powodem tego, iż oniemieliśmy widząc ogrom centrum targowego i mnogość wystawców. Olbrzymie halę, masę ludzi i rzeczy, które wydawało by się nie mogą być w hali, a jednak... Na samym początku zwiedziliśmy halę poświęconą rolnictwu ekologicznemu. Wystawiały się stowarzyszenia producentów i rolników ekologicznych z Niemiec, Austrii, Szwajcarii i Danii. Przedstawiali oni swoją przebogatą ofertę produktów. Były więc Bioland, Demeter, Biofach i wiele innych, których nie sposób wymienić. W drugiej hali poświęconej rolnictwu ekologicznemu i integrowanemu były już przykłady co się uprawia w takich gospodarstwach. I tutaj mogliśmy podziwać w naturze pola rzepaku, kolekcja odmian zbóż, prawidłowy porost runi łąkowej, pospolite i rzadsze chwasty, rośliny miododajne... I to wszystko w fazie kwitnienia (!!!). W jednej chwili z zaśnieżonej rzeczywistości przenieśliśmy się w czerwcowy poranek. Czegoś takiego to Siewcy jeszcze nie widzieli. Poczuliśmy się jak na wakacjach. Gdy jeszcze doleciały ku nam swojskie zapachy zwierząt to naprawdę nic nam do szczęścia nie było potrzebne. W kolejnej hali przedstawiane były zwierzęta gospodarskie. Rasy bydła mięsnego i mlecznego (wśród nich i lokalne rasy jak np. austriackie pingzauery), rasy koni, trzody, drobiu, królików, gołębi mięsnych. Jedna wielka Arka Noego. W sąsiadującej hali były też rybki akwariowe. Na wybiegu prezentowali swoje osiągnięcia hodowy z krajów niemieckojęzycznych. Sympatyczne wyglądali farmerzy z Bawarii czy Austrii w swoich regionalnych strojach i z deutsch-Mućką na sznurku. Jednak czas naglił, a my chcieliśmy zwiedzić jeszcze polskie stoisko. Po drodze widzieliśmy stoiska innych krajów, i to bliskich i naprawde dalekich. Wszędzie ludowa muzyka, potrawy, pełno ludzi, foldery, muzyka, tańce, stroje... Wkrótce doszliśmy do stoiska z napisem “Polen”. I co tu zastaliśmy? (......no comment.....). Ostatnia hala to instytucje związane z rolnictwem i ochroną środowiska, którą też zwiedziliśmy. Obładowani folderami i wrażeniami wsiedliśmy do pociągu i tego samego dnia wróciliśmy do domów.

    Copyright by SREiA "Siewca" AR Wr.